Unia zawarła trudną dla Polski umowę. Ryzykujemy pogłębienie problemów

  • Zmienione warunki geopolityczne i agresywna polityka handlowa USA skłoniły Brukselę i Nowe Delhi do szybkiego zamknięcia negocjacji.
  • Umowa jest z punktu widzenia Unii i Indii zbalansowana, a negocjatorzy starali się znaleźć rozwiązania, które przeciwdziałałyby blokadzie politycznej w przyjęciu porozumienia.
  • Dla polskiej gospodarki umowa będzie miała nieco inne konsekwencje niż dla państw zachodu kontynentu. Porozumienie tworzy zarówno nowe szanse, jak i potencjalne wyzwania.
  • Obecnie przewaga importu nad eksportem z punktu widzenia Polski jest więcej niż trzykrotna, a układ może te niekorzystne proporcje jeszcze pogłębić.

Matka wszystkich umów…

Kiedy w końcu lutego 2025 r. Unia Europejska i Indie wydały wspólne oświadczenie o zamiarze zakończenia rozmów handlowych w ciągu roku, niewielu obserwatorów uważało to za realistyczny plan. Mało wtedy wskazywało na szybki finał rozmów ciągnących się – z przerwami – od prawie dwóch dziesięcioleci.

A jednak 27 stycznia przedstawiciele Unii Europejskiej i rządu indyjskiego ogłosili zakończenie negocjacji handlowych. Na powodzeniu rozmów zaważyły najbardziej dwie okoliczności.

Po pierwsze, szybko zmieniająca się sytuacja geoekonomiczna, naznaczona z jednej strony rosnącą presją eksportu z Chin, a z drugiej – nieprzewidywalnością decyzji taryfowych amerykańskiej administracji.

Drugi powód szybkiego zakończenia rozmów był techniczny. To rozdzielenie relacji unijno-indyjskich do kilku oddzielnych umów. Po zakończeniu pertraktacji o umowie o wolnym handlu, trwają jeszcze prowadzone równolegle rozmowy o porozumieniu w sprawie oznaczeń geograficznych oraz ochronie inwestycji. Kwestie związane z tymi ostatnimi nie blokowały więc zamknięcia FTA.

Przewodnicząca Komisji Europejskiej, Ursula von der Leyen oraz premier Indii Narendra Modi zgodnie nazywali porozumienie „matką wszystkich umów”. Przewodnicząca napisała w serwisie X, że Europa i Indie stworzą „strefę wolnego handlu dla dwóch miliardów ludzi, na której skorzystają obie strony”.

Również obecny w Nowym Delhi przewodniczący Rady Europejskiej António Costa zadeklarował, że „Indie i UE wierzą w umowy handlowe, a nie w wojny handlowe”, w sposób czytelny robiąc cierpką aluzję do polityki amerykańskiej. Dla tego byłego portugalskiego premiera skuteczne zakończenie rozmów ma wymiar osobisty: choć urodził się już w 1961 r. w Lizbonie, to z powodu ojca wywodzącego się z portugalskiej wtedy prowincji Goa dalej ma status „zamorskiego obywatela Indii”.

Z kolei premier Modi zaznaczył, że to doskonały przykład synergii między dwiema potężnymi gospodarkami świata, obejmujących 25 proc. globalnego PKB. Jego zdaniem umowa otworzy „niezliczone możliwości dla milionów” młodych Indusów, jednocześnie wzmacniając zaufanie każdego inwestora do indyjskiej gospodarki.

Nadzorujący bezpośrednio rozmowy wpływowy minister przemysłu i handlu Piyush Goyal, architekt wielu liberalnych układów handlowych zawartych przez Indie w ostatnich kilku latach, zwrócił uwagę na zrównanie szans indyjskich producentów z konkurencją z Bangladeszu czy Wietnamu: „dzięki temu FTA cła na wszystkie produkty tekstylne staną się zerowe od pierwszego dnia” obowiązywania porozumienia.

Dla Indii układ z UE to logiczna konsekwencja wiązania się raczej z gospodarkami rozwiniętymi niż z azjatyckimi sąsiadami. Odrzuciły one zarówno zdominowany przez Chiny układ RCEP, jak i transpacyficzny CPTPP.

To na korzyść umów handlowych z Wielką Brytanią, Australią czy z europejskim EFTA. Z kolei Unia zatwierdziła ostatnio umowę z południowoamerykańskim Mercosurem, a w końcu października zamknięto negocjacje z Indonezją, 287-milionowym rynkiem Azji Południowo-Wschodniej.

… czy wyważone porozumienie gwarantujące stabilność wymiany

Kiedy ucichła już nieco medialna wrzawa, można zapytać, czy układ Indie – UE jest naprawdę aż tak przełomowy? Choć trudno oczekiwać od liderów politycznych skromności w komunikowaniu własnych osiągnięć, to jednak ten nastrój przełomu jest przykładem przesady typowej dla epoki mediów społecznościowych.

Zarówno zwolennicy, jak i przeciwnicy układu zapewne przeceniają jego krótko- i średnioterminowy wpływ na gospodarkę europejską. Obecnie Indie są dopiero dziewiątym co do wielkości partnerem handlowym UE, odpowiadającym za zaledwie 2,4 proc. całkowitego handlu Unii. Ponad 17 proc. przypada na USA, a niecałe 15 proc. na Chiny. Eksport towarów i usług z Europy do Indii wynosi obecnie nieco poniżej 75 mld euro rocznie, czyli zaledwie 0,4 proc. PKB wspólnoty.

Umowa handlowa nie wpłynie znacząco na wzrost gospodarczy państw Unii także dlatego, że obecna średnia efektywna stawka celna wedle obliczeń brytyjskiego “The Economist” na eksport do Indii wynosi tylko około 9 proc.

Z kolei z punktu widzenia Nowego Delhi, Indie zyskują wprawdzie stabilność warunków handlu z UE, broniąc się przed niespodziankami, jakie ostatnio są specjalnością Waszyngtonu. Ale warto pamiętać, że przed wejściem w życie porozumienia średnia stawka celna Unii Europejskiej na import z Indii wynosi zaledwie 4 proc.

Jak zauważył na łamach think tanku Atlantic Council Mark Linscott, były wysoki urzędnik Departamentu Handlu, korzyści dla Indii w sektorach, w których cła UE są wysokie, mogą zostać zniwelowane przez podjęte na początku tego miesiąca przez UE działania mające na celu zniesienie preferencyjnego traktowania Indii w ramach ogólnego systemu preferencji (GSP). W niektórych wypadkach umowa o wolnym handlu może po prostu zastąpić niskie cła oparte na jednostronnych przywilejach programu GSP nowymi taryfami dwustronnymi.

Czy będzie powtórka ze sporów o umowę z Mercosur?

Ten krótkookresowo umiarkowany wpływ na całość gospodarki wspólnoty można położyć na karb ostrożności negocjatorów po obu stronach. Nikt zapewne nie chce powtórzenia tego emocjonalnego serialu, jakim od siedmiu lat jest przyjmowanie porozumienia Unii z państwami Ameryki Południowej.

Negocjatorzy z obu stron ostrożnie omijali polityczne i ekonomiczne rafy, które mogłyby zatopić umowę jeszcze przed ogłoszeniem jej tekstu. Po pierwsze, handel wrażliwymi z powodów politycznych płodami rolnymi i produktami rolnymi jest niemal w całości wyłączony z zasięgu umowy. Jak podkreśla w swoich komunikatach Komisja Europejska, istotne sektory rolnictwa europejskiego, takie jak produkcja wołowiny, cukru czy hodowla ryżu, nie zostaną w ogóle zliberalizowane.

Po drugie zaś, chociaż spadną cła na produkty stalowe do Europy z obecnych 22 proc., to utrzymanie systemu granicznych opłat węglowych (CBAM) w wymianie z Indiami powinno utrzymać warunki obrotu na niezmienionym poziomie. Na temat ważnych szczegółów implementacji CBAM w stosunku do Indii negocjacje jeszcze trwają.
Utrzymanie CBAM było zresztą podstawowym powodem krytyki układu ze strony indyjskiej opozycji. Jako swoistą rekompensatę w ramach umowy UE przeznaczy 500 mln euro na wsparcie działań w Indiach związanych z ochroną klimatu.

Po trzecie wreszcie, choć otwarto częściowo sektory, na których zależało Europejczykom – czyli np. produkcję samochodów – to jednocześnie system kwot i rozciągniętym w czasie obniżek ceł powinien sprzyjać stopniowym dostosowaniom, a nie gwałtownym zmianom.

Co się konkretnie zmieni w handlu Unia – Indie?

Jednak dla poszczególnych sektorów, zwłaszcza przemysłu i usług, zmiany mogą być znaczące. W przypadku towarów przemysłowych Indie zobowiązały się do całkowitego zniesienia ceł na większość produktów, które wcześniej były obciążone wysokimi taryfami.

Przykładowo cła na maszyny i urządzenia elektryczne, sięgające dotąd nawet 44 proc., po wejściu w życie umowy mają zostać obniżone do zera, podobnie jak cła na chemikalia, które obecnie wynoszą do 22 proc.

Z kolei w branży farmaceutycznej zostanie wyeliminowana standardowa stawka na poziomie około 11 proc.

Również w sektorze wyrobów z tworzyw sztucznych i sprzętu medycznego oraz optycznego, gdzie stawki sięgały odpowiednio około 16,5 proc. i 27,5 proc., przewidziano redukcję ceł do zera dla zdecydowanej większości pozycji taryfowych.

Szczególnie wyraźne zmiany dotyczą jednak branży motoryzacyjnej, w której dotychczasowe bardzo wysokie indyjskie cła na samochody osobowe, sięgające nawet 110 proc., mają zostać z czasem obniżone do 10 proc. w ramach ustalonego kontyngentu ilościowego.

Choć ten kontyngent na poziomie 250 tys. pojazdów wydaje się duży, to nie jest decydujący biorąc pod uwagę skalę rynków. Warto pamiętać, że w zeszłym roku w Unii zarejestrowano niespełna 11 mln nowych aut, a w Indiach sprzedaż wyniosła prawie 5 mln sztuk. Maksymalne wykorzystanie europejskiego kontyngentu da więc zwiększenie udziału w indyjskim rynku o kilka procent, przy skupieniu na segmencie premium. Warto zauważyć, że wszystkie europejskie marki razem mają obecnie udział w rynku indyjskim na poziomie około 4 proc.

Istotne obniżki obejmują także produkty rolno-spożywcze: przykładowo cła na wino, które wcześniej wynosiły około 150 proc., zostaną obniżone do poziomu 20–30 proc. w zależności od segmentu cenowego, przy zachowaniu zasady, że import bardziej luksusowych napojów będzie obłożony niższą stawką.

Z kolei indyjskie cła na napoje spirytusowe spadną z około 150 proc. do 40 proc. W przypadku piwa alkoholowego przewidziano redukcję stawki z około 110 proc. do 50 proc., natomiast na oliwę z oliwek oraz wiele przetworzonych produktów spożywczych, które wcześniej podlegały cłom rzędu 45–50 proc., podatki graniczne mają zostać całkowicie zniesione. Tak samo ze zniesienia taryf cieszyć będą się mogli europejscy producenci soków i piwa bezalkoholowego.

Umowa UE – Indie wykracza poza liberalizację handlu towarami, obejmując również otwarcie rynku usług finansowych oraz transportu morskiego, przy czym zakres zobowiązań Indii będzie szerszy niż w dotychczasowych umowach handlowych zawieranych przez ten kraj. Może to znacząco poprawić warunki działalności dla europejskich instytucji finansowych, operatorów logistycznych i firm świadczących usługi specjalistyczne, sprzyjając ich długoterminowej obecności na rynku indyjskim.

Równolegle porozumienie przewiduje wysoki poziom ochrony własności intelektualnej, obejmujący m.in. prawa autorskie takie jak znaki towarowe czy wzory przemysłowe.

Co umowa z Indiami oznacza dla polskiej gospodarki?

Na poziomie wspólnoty w 2024 r. handel towarami między Unią Europejską a Indiami osiągnął wartość około 120 mld euro, przy czym eksport z UE wyniósł 49 mld euro, a import do UE 71 mld euro. Choć daleko mu do zrównoważenia, to nierównowaga w wymianie indyjsko-polskiej ma znacznie głębszy charakter. Według danych GUS wartość wymiany handlowej w okresie styczeń-październik 2024 r. wyniosła 4,3 mld euro, jednak polski eksport w tym okresie miał wartość niecałego miliarda euro, a import – 3,3 mld euro. Przewaga importu nad eksportem z punktu widzenia Polski jest więcej niż trzykrotna, a układ może te niekorzystne proporcje jeszcze pogłębić.

Głównymi gałęziami polskiego eksportu są maszyny i urządzenia mechaniczne, produkty mineralne, metale nieszlachetne (głównie odpady i złom z żeliwa i stali), urządzenia elektryczne oraz aparatura i przyrządy optyczne.

Do Polski z Indii importowano zaś przede wszystkim sprzęt elektroniczny (np. smartfony), maszyny i urządzenia mechaniczne, metale nieszlachetne (głównie żeliwo, stal i aluminium), artykuły włókiennicze i obuwnicze oraz produkty przemysłu chemicznego (w większości farmaceutyki).

Przed opublikowaniem pełnego tekstu umowy trudno określić dokładnie, jakie branże mogą zyskać najwięcej. Już teraz można jednak zarysować kontury nowej dynamiki w relacjach dwustronnych.

Obecnie kilkukrotna przewaga importu nad eksportem ulegnie pogłębieniu. Choć w konsekwencji wprowadzenia z początkiem 2026 r. CBAM-u obniżki ceł w sektorach hutniczych i stalowych mogą nie mieć decydującego znaczenia, ale warto pamiętać, że branże te w Polsce są już obecnie pod bardzo silną presją konkurencyjną, podobnie jak ceramika budowlana. Po wejściu umowy zwiększyć się może import farmaceutyków i chemikaliów, zaś pod dodatkową presją znajdą się też producenci odzieży i produktów obuwniczych.

Które branże mogą zyskać

Z drugiej strony warto dostrzec szanse, jakie tworzy stopniowe otwarcie rynku indyjskiego. Zwycięzcą mogą być polscy producenci z branży rolno-spożywczej. Znacząco taniej będzie importować do Indii z Polski soki, makarony, karmy dla zwierząt czy słodycze. Warto pamiętać, że na tamtym rynku Polska kojarzy się z Europą, a więc z wyrobami relatywnie zdrowymi i bezpiecznymi.

Generalnie europejski przemysł samochodowy ma być wedle powszechnej opinii jednym z największych beneficjentów zmian w taryfach. Z punktu widzenia polskich przedsiębiorstw z branży automotive umowa może jednak mieć janusowe oblicze. Znacznie istotniejsze będą obniżki ceł na części samochodowe. Daje to polskim dostawcom możliwość nawiązania współpracy z indyjskimi firmami rodzimymi jak i silnymi na subkontynencie przedsiębiorstwami z Korei Południowej i Japonii.

Jednak z drugiej strony porozumienie niesie też ryzyka. Jest bowiem możliwe, że europejscy – głównie niemieccy – producenci coraz chętniej będą korzystać z poddostawców z subkontynentu, wypychając z rynku polskie firmy.

Z kolei dla polskich firm z branży modowej, które zlecają produkcję w państwach takich jak Bangladesz czy Chiny, umowa handlowa może być okazją do poszukiwania nowych partnerstw na subkontynencie. W ciągu kilku lat Bangladesz stoi przed ryzykiem utraty przywilejów handlowych związanych obecnie ze statusem państwa na niskim poziomie rozwoju. Dlatego w rezultacie umowy sprowadzanie materiałów i szycie gotowych ubrań w Indiach może okazać się relatywnie znacznie tańsze.

Zmiany systemowe

Wyraźnie trzeba podkreślić, że umowa z Indiami będzie miała istotne skutki w średniej i długiej perspektywie. W wielu kluczowych sektorach następuje przejście od wysokich, często dwucyfrowych stawek celnych do poziomu zerowego lub niskich stawek jednocyfrowych, co istotnie zmienia konkurencyjność cenową towarów i realne koszty wymiany handlowej między obiema stronami.

Warunki funkcjonowania całych branż w Polsce zmienią się istotnie szczególnie z uwagi na fakt, że w najbliższym czasie mogą wejść w życie również podobne porozumienia z innymi państwami rozwijającymi się, takimi jak kraje południowoamerykańskie stowarzyszone w grupie Mercosur oraz Indonezja. Łącznie więc Unia Europejska pogłębi swoje stosunku handlowe z rynkami ponad dwóch miliardów konsumentów i wielu milionów firm. Są to przy tym państwa, gdzie znacznie tańsza jest praca i energia, a poziom technologiczny nie zawsze odbiega zdecydowanie od przedsiębiorstw polskich. W wielu obszarach polscy dostawcy zachodnich koncernów spotkają się ze wzmożoną konkurencją.

Polska stanie więc przed pokusą opóźniania umowy. Koniec negocjacji nie oznacza oczywiście jeszcze wejścia porozumienia w życie. Projekty tekstów FTA zostaną wkrótce poddane przeglądowi prawnemu oraz opublikowane. Droga legislacyjna w Unii zakłada, że Komisja Europejska przedłoży Radzie wniosek o zatwierdzenie umowy. Po przyjęciu przez Radę, wyrażeniu zgody przez Parlament Europejski i ratyfikacji przez Indie porozumienie wejdzie w życie.

Na każdym z tych etapów przeciwnicy mają szansę opóźniać cały proces. Ponieważ do tej pory żadnej z wynegocjowanych umów nie udało się trwale zablokować, szanse na powodzenie takiego działania nie będą duże.

Wedle dotychczasowych doświadczeń od końca negocjacji do wejścia porozumienia w życie mija od dwóch do siedmiu lat. W przypadku indyjskim strony będą się starać go przyspieszyć z powodów geopolitycznych. Od wejścia w życie umowy zaczną biec ewentualne okresy przejściowe.

Dlatego z punktu widzenia całych branż i pojedynczych przedsiębiorstw warto już obecnie odpowiednio dopasować strategie firm do zapisów układu. Czas do wejścia w życie umowy najlepiej spożytkować na przygotowanie do zmieniających się warunków rynkowych oraz naukę rynku indyjskiego.

Read More

LEAVE A REPLY

Please enter your comment!
Please enter your name here